Produkt aferopodobny

Moje podwórko. Liście tańczące na wietrze ze śniegiem i deszczem.
Na moim podwórku wieje. Wiatr czesze brzezinę z ledwie pożółkłych liści. Spadają, nie doczekawszy pierwszego szronu. Liści trup się ściele.
Powiało listopadem, chociaż to dopiero połowa października.
Nie tylko liście lecą, głowy polityków też. Minister za ministrem. Bez wyroku, profilaktycznie, za słowa, obietnice, spotkania na cmentarzu, za zaniedbania, zaniechania, kontakty…
Afera goni aferę lub produkt aferopodobny. Media, idąc na skróty, aferą ochrzczą wszystko, co trudno wytłumaczyć. Tabloidy okraszą epitetem mega. Megaafera to już coś! Aż dreszcz przechodzi po plecach.
Jeszcze nie przebrzmiała „afera” hazardowa, jeszcze na dobre nie wykluła się „afera” stoczniowa, a już media – za CBA – donoszą o „aferze” w resorcie finansów w latach 2001-2007 (cztery poprzednie rządy) i na Giełdzie Papierów Wartościowych – tzw. „afera” parkietowa.
Wyraz afera nie bez kozery wzięłam w cudzysłów, bo jak podaje słownik języka polskiego, oznacza on przedsięwzięcie kolidujące z prawem z udziałem wielu osób.
O kolizji z prawem, nie nam dziennikarzom orzekać. Osądy zostawmy sądom, jeśli w ogóle sprawy nazwane aferami, do nich trafią.
My – co najwyżej – na tym etapie, możemy sobie ponarzekać na język tzw. elit biznesowo-politycznych. Kto by z kim nie rozmawiał, to słowa na k…a (bynajmniej nie korupcja) i inne bluzgi, lecą niczym liście z drzew w tę wietrzną środę, 14 października.
Przecieki stenogramów z podsłuchów stały się chlebem powszednim gazet i portali. Tu coś przeciekło, tam coś wyciekło w sposób (nie)kontrolowany i nowa „aferka” w sam raz na bezbarwny weekend gotowa. Jedno niby niewinne zdanie, setki domysłów, spekulacje, oświadczenia, konferencje prasowe…. Politycy w swoim żywiole. W oku cyklonu. Interes Państwa zagrożony! Kryzys państwa!
Cóż, że groźba mija w poniedziałek, czyli w dniu, w którym prokuratura pochyla się nad sprawą już rozdmuchaną, dętą, nadętą… Balon nie pęka. Toczy się niczym śnieżna kula. Bo afery żywią się sensacją, półsłówkami, półprawdami, niedopowiedzeniami. Im sprawa trudniejsza, tym dla żywotności afery lepiej. Któż będzie wnikał w skomplikowane procedury przetargowe, proces legislacyjny, czy inne nudziarstwa, o których przez półtorej godziny opowiadał z sejmowej mównicy Michał Boni. Prawda jest nudna, żmudna, wielowątkowa.
Prawda jest taka, że sprawa, której dotyczy „afera” się rozmywa, a sama AFERA pozostaje. Jeśli nie na pierwszych stronach gazet, to w podświadomości tych, których się nią karmiło.
I o to chodzi.
„ Gdybym chciał oburącz potrząsnąć tym drzewem, nie potrafiłbym tego uczynić. Ale wiatr, którego nie widzimy, dręczy je i gnie, w którą chce stronę. Najgorzej dręczą nas i gną niewidzialne ręce” . To Fryderyk Nietzche i jego mowa Zaratustry: O drzewie w górach.
Pewnie oczekujecie Państwo, że napiszę teraz coś o naszym lokalnym podwórku, na którym niektórzy widzą afery, gdzie ich nie ma, a nie dostrzegają ich tam, gdzie być mogą i z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć, że są.
Nie, dziś nie będę pisać ani o tych, pierwszych, ani od tych drugich. Muszę (musimy) odpocząć.
W ramach odpoczynku od „aferalnej” polityki proponuję wietrzną, niepokojącą lekturę powieści Michała Choromańskiego „Zazdrość i medycyna”.
I do usłyszenia za tydzień…






Wczytywanie...
Wasabi pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Jeszcze jeden taki komentarz i otrzymasz BANa!
Admin w dupe wsadz sobie te swoje ostrzezenia.
Rysiek Ban! za inteligentny post.
rysiek
rysiek@wp.pl
83.24.217.3
W związku z tym, że odwaga jest strasznie tania (można podać fałszywy e-mail i swobodnie bez ograniczeń opluwać) od teraz trzeba się będzie zarejestrować aby dodać komentarz.
Komentatorzy podziękujcie Ryśkowi.
Proponuję posłuchać języka niektórych radnych np. radnego F. czy K., zwłaszcza w rozmowach prywatnych. Skoro częścią kultury osobistej jest kultura języka, to elitę samorzadową naszego miasta tworzą w dużej części osobniki typu Dyzmy.
Gościu przy Tobie Panowie F. i K. to Pikusie. W swojej szyderczości i grubiaństwie przegoniłeś Nikosia Dyzmę. Rada i Radni kolą Cię w oczy. Są dla Rodaka tacy chamscy i niewychowani. Za to Pan Rodak to chodząca kultura. Widać, że (…). Bądź co bądź Rodaku masz rację. Ja tez wolę np. nad wyraz kulturalnego burmistrza rozdającego kwiatki na ulicy przed wyborami. Wzrusza mnie to do łez. Podejrzewam, że cieszyłby się jeszcze większym zaufaniem np. Pana Rodaka, gdyby rozdawał po kilogramie pieczarek przed świętami. No ale przed świętami nie ma wyborów. Na ławie oskarżonych też tchnie od niego wysoką kulturą osobistą, a nie pospolitym grubiaństwem radnego. Bezrobotnego pracującego w ramach pomocy publicznych w Urzędzie Miasta przy rozbiórce w jego posesji też bardzo elegancko potraktował, ale to tylko niewykształcony robol a nie przedstawiciel (…).A jak elegancko potraktował część pracowników, których kierując się zapewnie nieskazitelnym swym charakterem zwolnił z naruszeniem prawa z zakładu pracy. Widocznie nie pasowali do niego swym nagannym zachowaniem. Dobrze, że Sąd Pracy miał inne spojrzenie niż przepełniony miłością do wyborców burmistrz. Naprawdę porządny z niego człowiek, pomimo armii adwokatów i radców prawnych urzędzie na rozprawach sądowych, gdzie pozwanym jest miasto Płońsk daje zarobić wyłącznie nie zatrudnionym w Urzędzie (…). Widocznie lubi te (…). A więc tak jak podejrzewam Pan Rodak jest prawdziwym polskim sarmatą, dla którego szlachcic w zagrodzie jest równy wojewodzie.
(…) edycja Admin
Elżbieto!
Tak trzymaj!
Życzę pomyślnego rozdwojenia!
Kaśka